środa, 5 marca 2014

Mrs.Payne imagin o Victorii r.4 "Wypadek mamy"

Siedziałam przed klasą na ławce. Rozpłakałam się jak małe dziecko bo to jest prawdą ze prawda boli. Podeszła do mnie koleżanka sorka najlepsza przyjaciółka Kamila. Kamila pochodzi z polski w Polsce mieszkają moi dziadkowie. Podeszła do mnie siadła koło mnie spojrzała na mnie wzrokiem można powiedzieć wzrokiem mordercy.
K: Tori ty pewnie myślisz ze masz jakieś szanse u Nialla wyglądasz jak stara zdzira.
Ja: Co przecież jesteś moją przyjaciółką jak możesz o mnie tak mówić?
K: Ty myślisz że my się przyjaźnimy ja cie nigdy nie lubiłam. Po prostu zadawałam się z tobą bo masz kasę. Zresztą tak robią wszyscy twoi znajomi .
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem miałam oczy pełne łez. Nie umiałam nic powiedzieć. Wstałam i poszłam do dyrektora się zwolnić z pozostałych lekcji. Nie dała bym rady siedzieć na pozostałych lekcjach. Poszłam do parku naprawdę było mi słabo szłam do domu myślałam o tym czy ktoś by się mną  przejął jakbym popełniła samobójstwo. Siadłam w parku na ławce ktoś usiadł koło mnie to był ktoś kogo znałam od niedawna. Płakałam ktoś nagle pogłaskał mnie po plecach. Podniosłam głowę ujrzałam Louisa . Zdziwił mnie trochę ten widok. Lou patrzał na mnie z ogromnym zaskoczeniem.
Lou: Czemu płaczesz i gdzie jest Niall ?
Ja: Niall jest w szkole płace przez niby najlepszą przyjaciółkę .
Lou: A masz może chęć na gorącą czekoladę ja stawiam a ty mi wszystko opowiesz co ty na to ?
Ja: Chętnie a gdzie pójdziemy? Lou wiesz może jak skrócić sobie życie aby nikt nie tęsknił ?
Lou: Tu do kawiarenki a po ci wiedzieć o sposobach  samobójstwa ?
Ja:Mam chęć je popełnić nie chce mi się żyć. Jestem do niczego.
Lou: Skończ tak mówić warto żyć pęknie śpiewasz  nie jesteś do niczego.
Ja: Wszyscy moi znajomi prócz was chłopaki zadają się ze mną wspuli kasy. U Nialla nie mam szans więc po co żyć. Możesz się zdziwić , ale kocham Nialla .
Lou: Nawet nie wiesz dziewczyno jakie masz szanse u Horana to raczej on u ciebie nie ma szans.
Ja: Dobra skończmy ten temat i chodźmy po tą czekoladę.
Po wypiciu dużego kubka gorącej czekolady. Zaczął dzwonić mi telefon . Odebrałam go dzwoniła do mnie ciocia . Miała bardzo przejęty głos i  chyba nawet płakała. Ciocia powiedziała mi że moja mama miał ciężki wypadek i leży w ciężkim stanie w szpitalu. Powiedziałam cioci tylko że zaraz tam przyjadę. Rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni.
Ja: Lou zawieziesz mnie do szpitala do mojej mamy proszę ?
Lou: Dobra chodźmy na plac po samochód i jedziemy co się stało twojej mamie ?
Ja: Miała ciężki wypadek wszystkiego dowiem się w szpitalu. Dobra chodźmy już po te auto .
Do szpitala dojechaliśmy  w 20 minut wbiegłam na izbę przyjęć. Akurat przy mamie stali lekarze . Podeszłam do nich i spytałam się co jest mojej mamie. Dlaczego ona tu jest.
Lou: Pani matka ma ciężkie obrażenia jeśli przeżyje dzisiejszą  noc to będzie żyć.
Ja:Czyli że może ona umrzeć dzisiejszej nocy umrzeć i nie da się jej pomóc?
Lou;Tak przykro nam ale organizm pani matki jest bardzo słaby oczywiście robimy co w naszej mocy.
Nagle uszłam głos maszyny jakiego nie chciałam słyszeć  spojrzałam na ta maszynę a ona pokazywała prostą linię. Za co nie to wszystko spotkało. Muszę zorganizować pogrzeb własnej matki. Umarła nigdy już jej nie zobaczę Jeszcze ostatnio ta kłótnia , ale kocham ją. Teraz zamieszkam u chłopaków oni mnie rozumieją ojciec nie przejął się śmiercią mamy bo ma nową rodzinę tak nowa rodzina to stara już nie istnieje. Te wydarzenie zmieniło mnie na maxa. Chce powiedzieć Niallowi że go kocham ale nie wiem jak to zrobię. Mama umarła przez ze mnie bo widziałam tylko swój nos. Dlaczego nie zmieniłam się prędzej mogę mieć pretensje tylko do siebie. 


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tadam kolejny rozdział mam nadzieje ze się podoba wiem skopałam go przepraszam was za zepsucie i za błędy.

1 komentarz: